Kiedy w 1991 roku na Filipinach wybuchł wulkan Pinatubo, naukowcy zapowiadali, że spowoduje to lekkie ochłodzenie naszej planety. Okazało się, że mieli rację. Wulkan wyrzucił do stratosfery jakieś 20 milionów ton dwutlenku siarki. Gaz ten utworzył ogromną chmurę mikroskopijnych kropelek kwasu siarkowego, a silne, szybkie prądy powietrzne rozwiały ją w ciągu kilku tygodni wokół kuli ziemskiej. Kropelki te rozpraszają i zatrzymują część promieni słonecznych, skutkiem czego poniżej, na powierzchni ziemi, maleje temperatura. Według czasopisma Science News na pewnych obszarach półkuli północnej zanotowano od czasu wybuchu spadek średniej temperatury o około jeden stopień Celsjusza. Jednakże efekt ten ma charakter przejściowy i nie należy sądzić, że zapobiegnie ogólnemu
ocieplaniu się globu. Pewien klimatolog przewiduje, że tendencja do
oziębiania się, wywołana erupcją wulkanu, zaniknie do roku 1994.